Są profesje, które najlepiej rozumie się po dźwięku. Miarowy stuk dłuta w piastę, suchy trzask dopasowywanych szprych, skrzyp obręczy, a wreszcie krótki moment ciszy, kiedy koło „siada” równo i zaczyna się obracać tak, jak powinno. Kołodziej, zwany dawniej także stelmachem, był rzemieślnikiem od wozu i koła. Wykonywał drewniane elementy pojazdów, a gdy praca wymagała żelaza, współdziałał z kowalem, który okuwał obręcze i zamykał konstrukcję w trwałość.
W życiu dawnej parafii fach ten znaczył więcej, niż sugeruje pojedynczy dopisek w akcie metrykalnym. Koło nie było tylko częścią wozu. Było warunkiem ruchu. Od niego zależała możliwość dowozu ziarna do młyna, desek z tartaku, towaru na targ, wykonania powinności wobec dworu czy wyjazdu do miasta. W świecie, w którym koń i wóz stanowiły podstawowy środek transportu, kołodziej był specjalistą od funkcjonowania drogi. Naprawiał koła rozeschnięte lub rozbite, wykonywał nowe, dopasowywał elementy wozu do warunków terenu i pory roku. Sama definicja kołodziejstwa w języku polskim akcentuje tę praktyczną istotę zawodu, wskazując na wytwarzanie wozów, kół i ich części.
Poniższy wykaz porządkuje kołodziejów według miejscowości należących do parafii Ostrów Lubelski i przedstawia ich w dwóch perspektywach. Rubryka „Życie” obejmuje ramy biograficzne, o ile pozwalają na to źródła. Rubryka „Praca” wskazuje lata, w których dana osoba występuje w dokumentach jako kołodziej. Nie jest to zawsze pełny staż zawodowy, lecz odcinek czasu, w którym papier potwierdza wykonywany fach, najczęściej przy okazji chrztów, ślubów i zgonów.
Rozpiętość chronologiczna jest znaczna. Najstarsze zapisy sięgają XVII wieku, jak w przypadku Jana Kołodzieja z Jedlanki, a ciąg nazwisk prowadzi przez XVIII i XIX stulecie aż po połowę XX wieku, kiedy kołodzieje pojawiają się jeszcze w metrykach ostrowskich. Równie szeroka jest przestrzeń występowania zawodu. Berejów, obie Brzeźnice, Brzostówka, Głębokie, Jamy, Jedlanka, Kaznów, Kolechowice, Krasne, Ostrów Lubelski, Rozkopaczew, Uścimów i Tyśmienica tworzą mapę, na której kołodziejstwo jawi się jako stały element gospodarki całego mikroregionu.
Kontekst osadniczy i komunikacyjny regionu wyjaśniają Dzieje Ostrowa Lubelskiego. Ostrów wyrastał na wyniesionej ponad mokradła „wyspie”, przy drodze prowadzącej ku wschodowi, w stronę pogranicza polsko-litewskiego. Już w średniowieczu funkcjonowały tu szlaki komunikacyjne, które warunkowały rozwój osadnictwa i handlu. W takim układzie kołodziejstwo nie było dodatkiem, lecz koniecznością wynikającą z samego położenia miejscowości i jej zaplecza[1].
Opis technologii koła pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego fach ten wymagał wysokich umiejętności. Koło składało się z piasty, szprych i segmentów obręczy, a jego trwałość wzmacniano żelazną obręczą nakładaną na gorąco przez kowala. Przy stygnięciu metal kurczył się i ściskał całą konstrukcję, nadając jej wytrzymałość. To tłumaczy, dlaczego w źródłach tak często obok kołodzieja pojawia się kowal. Była to współpraca konieczna i trwała, wynikająca z technologii, a nie z przypadku.
Kołodziejstwo należy do rzemiosł o bardzo długiej genealogii. Historia koła i wozu jest niemal tak stara jak zorganizowany transport, a na ziemiach polskich fach ten trwał od wczesnego średniowiecza aż po XX wiek. W epoce nowożytnej, wraz z rozwojem handlu i komunikacji, przeżywał okresy intensywnego zapotrzebowania. Z czasem, w miarę upowszechniania się przemysłowych części i transportu mechanicznego, zaczął zanikać jako codzienna konieczność.
Prasa urzędowa i regionalna z XIX i początku XX wieku pośrednio potwierdza ten proces. Ogłoszenia, obwieszczenia i informacje administracyjne odnoszące się do dróg, transportu, targów i ruchu towarów pokazują świat, w którym sprawny wóz był warunkiem funkcjonowania lokalnej gospodarki. Choć kołodziej rzadko pojawia się w nich z nazwiska, jego praca jest stale obecna w tle tych przekazów.
Ten spis nie jest więc tylko listą rzemieślników. Jest zapisem infrastruktury ruchu w świecie, który opierał się na kole, koniu i drodze. Gdy w metryce pojawia się słowo „kołodziej”, otwiera się obraz codziennej pracy, bez której nie działał ani handel, ani rolnictwo, ani komunikacja. Jest to jedno z tych cichych zawodowych ogniw, które rzadko trafiają na pierwsze strony historii, a bez których lokalna rzeczywistość nie mogłaby istnieć.
[1]Dzieje Ostrowa Lubelskiego, red. Ryszard Szczygieł, Lublin 1998.